Wakacje bez planszówek


wp-1468177117520.jpgLato – czas urlopów, wakacji i odpoczynku. Czyż może być lepszy moment na podzielenie się z Wami moimi typami na najlepsze gry „do plecaka”? Pewnie nie, ale jako mistrz marnowania idealnych okazji pomyślałem, że napiszę o czymś, co prawdopodobnie według wielu graczy przeczy zdrowemu rozsądkowi – o odpoczynku od planszówek. I nie chodzi tu tylko o zrobienie sobie małej przerwy w graniu, ale również o całkowite odcięcie się od całej „społecznościowej” otoczki towarzyszącej naszemu hobby. Tak jakby planszowkówki nigdy nie istniały. Trochę chore, co? A jednak robię to – pełne dwa tygodnie bez choćby jednej rozgrywki, bez zaglądania na forum i do sklepów, bez śledzenia blogów, serwisów i kanałów na YouTubie poświęconych grom. Po prostu urlop od planszówek.

***

Z planszówkowego punktu widzenia pierwsza połowa tego roku była dla mnie naprawdę intensywna. Zaczęło się od całej masy czekających na wypróbowanie gier z rocznika 2015. Do tego w krótkim czasie doszło kilka tegorocznych premier i prawdziwa nawałnica ciekawych kampanii crowdfundingowych do obserwowania. Blogerzy i recenzenci też nie próżnowali, więc było co śledzić, a żeby tego było mało, okazało się, że Gra warta świeczki, również pożera mnóstwo czasu. Granie w planszówki i stałe staranie się, aby przynajmniej częściowo nadążyć za wszystkim, co dzieje się w świecie gier pochłania dużo energii. Dlatego nadchodzi pora, aby zrobić sobie przerwę. Odpocząć i zebrać siły na kolejne prawie sześć miesięcy grania, czytania i oglądania. Przed nami Gen Con, targi w Essen, kolejne premiery, dostawy gier ze wspartych kampanii. Nowe tytuły, dyskusje, zakupy. Dwa tygodnie to może niewiele, ale kiedy zrobiłem sobie taką przerwę w zeszłym roku, miałem wreszcie szansę naprawdę zatęsknić za graniem i wszystkim, co „kręci się” wokół planszówek. Co więcej, była to dobra okazja do uświadomienia sobie, że w mojej kolekcji są gry, które od miesięcy, a może i lat, nie wylądowały na stole i że to chyba moment, aby rozpoczęły one kolejny etap swojego życia i znalazły nowy dom. W końcu podtrzymywanie chwiejnej konstrukcji pudełek nie jest szczególnie zaszczytną rolą dla żadnej planszówki.  

Na dwa tygodnie zostanę totalnym nieplanszówkowiczem i będę rozkoszował się zdziwionymi minami moich znajomych przekonanych, że jednak na wyjazd zabrałem ze sobą jakąś grę. O nie moi drodzy – pora na prawdziwe przygody! W kolejce czeka nadrabianie książkowych zaległości, idiotyczne sprzeczanie się na polityczne tematy i wspominanie tych samych co ostatnio historii sprzed kilku lat, które powoli zniekształca upływający czas. Żadnego chowania się za talią kart, zasłaniania się stosem znaczników i przerywania rozmowy tylko dlatego, że nadeszła czyjaś kolejka.

Oczywiście takie zupełne odcięcie się od całego planszówkowego świata generuje pewne bardzo ryzykowne sytuacje – mogę przegapić „niepowtarzalną” promocję w moim ulubionym sklepie, nie załapię się na początek niespodziewanej kampanii crowdfundingowej lub nie obejrzę najnowszej top listy „Najlepszych niezaprojektowanych nigdy gier”. Jestem na to mentalnie przygotowany, ale jedyne czego absolutnie nie odżałuję to przegapienie jakiejś burzliwej dyskusji w stylu „Jaki kształt żetonów w grze euro to już zdecydowane przegięcie ze strony wydawcy, które tylko podnosi cenę gry?”. Dlatego błagam Was drodzy forumowicze – nie zaczynajcie beze mnie!

Uspokajając zawczasu wszystkich (dwóch) wiernych fanów naszego bloga – przyszykujemy wcześniej materiały, które opublikują się automagicznie w stosownym momencie. Co za wspaniała technologia!

I jeszcze jedna mała rada dla tych, którzy jednak zabierają planszówki na wakacje – nie dajcie sobie wmówić, że najlepsze gry na wyjazd to te, które łatwo mieszczą się do plecaka. Weźcie takie, w które najbardziej chcecie zagrać, a normalnie nie macie na to czasu. Jeśli to konieczne, po prostu kupcie większy plecak – gry są tego warte.

***

Naturalnie nie trzeba wcale wyjeżdżać, aby zrobić sobie wolne od planszówek.  Wystarczy zawziąć się w sobie, nie patrzeć na pudełka na półkach i nie zaglądać do części internetu poświęconej naszemu hobby. Prościzna, prawda? Widocznie nie dla mnie. Dlatego niedługo ruszam w świat, aby zachłysnąć się powietrzem, w którym nie czuć charakterystycznej mieszanki zapachów papieru, plastiku i drewna. Już teraz wiem, że na żadnym z moich wakacyjnych zdjęć zrobionych w ciągu najbliższych dwóch tygodni nie będzie choćby śladu planszówki. Będą tylko niezwykli ludzie – moi przyjaciele. Chyba że zaproszenia właśnie przestały być aktualne… :/