Duże gry w małych dłoniach – część 7. – „Tożsamość Bourne’a”

DGMD-7-4Poprzedni odcinek: Duże gry w małych dłoniach – część 6. – „Odyseja kosmiczna”

– Obaki! Obaki!*
– Porzucamy do kubeczka?
– Nieeee! Musimy policyć obaki.
– No dobrze, to zaczynamy. Je…deeen… d… waaa…, t… syyy, cz… wartek, pionek, policyłam!

Jednym z tematów, które pojawiają się w czasie dyskusji o wprowadzaniu maluchów w świat planszówek jest to, kiedy zacząć wprowadzać do zabawy zasady rozgrywki. Czy dziecko „rozpieszczone” dowolnością wykorzystania komponentów nie będzie buntować się przeciw regułom, które w pewnym sensie ograniczają jego swobodę? Nie powiem, że sam się nad tym czasem nie zastanawiam, chociaż w przypadku naszej dwulatki na takie rozterki jest pewnie jeszcze za wcześnie. Jednak w miarę planszówkowego rozwoju naszej córki coraz częściej okazuje się, że pewne zasady „narzucają się” same, bo wprost wynikają z kształtów i wyglądu niektórych elementów gier. I wcale nie potrzeba do tego tytułów zaprojektowanych z myślą o małych dzieciach, bo wystarczą te dla dużych – dla mnie.

*Na potrzeby zabaw i zbierania materiałów do tego tekstu nie ucierpiały żadne prawdziwe robaki. Wszystkie wspomniane wyżej pochodzą z gry If wishes were fishes i wykonane są w całości z materiału gumopodobnego.

***

DGMD-7-1Niedawno wpadł nam w ręce Android: Mainframe… Czemu ja to robię!? Nie „wpadł” tylko znów kupiłem planszówkę! Nieważne. Gra jest wybitnie logiczna, a cyberpunkowy temat został zwyczajnie doklejony do mechaniki, tym bardziej że A:M to wariacja na temat wydanego przed kilku laty Bauhausa, który był o czymś zupełnie innym. Jakie walory ten konkretny tytuł przedstawia dla dwuletniego dziecka? W pudełku znajduje się plastikowa plansza z siatką rowków na podłużne znaczniki. Brzmi nieprzekonująco? No cóż, nasza córka jest przekonana do tego stopnia, że potrafi spędzić nawet 30 minut na konstruowaniu z niebieskich patyczków różnych prostokątnych kształtów. Zazwyczaj są to figury wynikające z jej własnej inwencji, ale od czasu do czasu spojrzy na proste układy klocków, znajdujące się na kartach wykorzystywanych w czasie normalnej rozgrywki i próbuje przenieść je na planszę. Poprzez swoje komponenty Android: Mainframe samoistnie wprowadza pewne ograniczenia geometryczne, ale dziecko wciąż może realizować swoje pomysły. A co najlepsze, zabawa w budowanie zamkniętych figur wygląda bardzo podobnie do tego, o co chodzi w normalnej grze, dlatego mam nadzieję, że w przyszłości wspólna rozgrywka według pełnych reguł przyjdzie nam dużo łatwiej.

DGMD-7-5Oczywiście można zastanawiać się, co będzie, jeśli zabraknie plastikowej planszy na patyczki. Czy jedynym co nasza córka ułoży będą, o zgrozo, tylko proste linie? A może nawet gorzej – bez pomocy rowków nie będzie w stanie zrobić tego wcale?!!! Wiedziony właśnie takimi niepokojami postanowiłem to sprawdzić  podsuwając jej grę często wspominaną przy okazji wprowadzania najmłodszych w świat planszówek – Wsiąść do Pociągu. Jakaż była moja ulga, kiedy okazało się, że umieszczanie wagoników we właściwych miejscach ZUPEŁNIE PŁASKIEJ planszy nie stanowi żadnego problemu. Fakt, kolory znaczników pokrywają się z nadrukowanymi torami, a nie do końca o to chodzi w grze, ale to akurat nie jest wielkim zmartwieniem. Ostatecznie spotkałem kilka osób, które grając po raz pierwszy we Wsiąść do Pociągu  sądziło, że swoje wagony można stawiać tylko trasach o takiej samej barwie.

Skoro jednak doszliśmy do dopasowywania kolorów, to ostatnio największą furorę robi DGMD-7-3Wybuchowa Mieszanka. Mnóstwo kolorowych kulek od razu przykuło uwagę naszej córki. Najlepsze jest to, że w czasie kiedy my gramy „normalnie”, nic nie stoi na przeszkodzie, aby dziecko bawiło się kilkoma elementami, siedząc obok nas. Oczywiście wprowadza to małe zamieszanie w planowaniu ruchów, bo niespodziewanie znikają kulki, które planowaliśmy umieścić na naszych kartonikach mikstur. Jednak z uwagi na to, jak lekką planszówką jest Wybuchowa Mieszanka, wspólne spędzanie czasu warte jest zdecydowanie więcej niż niczym nie zmącona  rozgrywka. A najlepsze jest to, że nasza córka kompletując właściwe kulki i umieszczając je na flakonikach z miksturami w zasadzie wykorzystuje główną mechanikę gry. A żeby tego było mało, jest jeszcze tekturowy podajnik, który sprawdza się również jako samodzielna zabawka. Ale o nim za moment.

Co najważniejsze, wcale nie potrzebujemy masy typowo dziecięcych gier. Wystarczy  z innej perspektywy spojrzeć na kilka z tych, w które sami grywamy i okazuje się, że jest tam wystarczająco dużo zabawy dla małego dziecka. Zabawy, która często przebiega zgodnie z zasadami prawdziwej rozgrywki. Przyda się za kilka lat :).

***

DGMD-7-STARTCo sprawia, że dziecko samo wie, do czego służą poszczególne elementy planszówek? Podpatrywanie tego co robią z nimi inni? Wrodzone zdolności? A może odbywane w tajemnicy sesje treningowe z planszówkami…  Tak czy inaczej, nasza córka podejrzanie trafnie odgaduje przeznaczenie wielu komponentów. Nawet tych, które wpadają w jej ręce po raz pierwszy, lub są po prostu niewidzialne…

– Co robicie?
– Kulki gjamy.
– Patrz, wrzucasz tutaj, a tu wylatują.
– [kiwając głową] Ooooo! No tak, kololami ułozę.
[kilka minut później]
– Juś tatusiu.
– Pokaż. A dlaczego tutaj jest przerwa?
– Kulki są.
– Kochanie, tu nie ma kulek.
– [szeptem] Niewidzialne…

Poprzedni odcinek: Duże gry w małych dłoniach – część 6. – „Odyseja kosmiczna”
Następny odcinek: Duże gry w małych dłoniach – część 8. – „Buntownik z wyboru”