„Zapomniałam, jest jeszcze jedna zasada…”, czyli nieoczekiwane zwroty akcji

zasadyPrędzej czy później każdego może to spotkać. Mała wpadka przy tłumaczeniu zasad, niedopowiedzenie, pominięcie mało istotnego elementu. Mnie jednak częściej zdarza się to prędzej niż później i jest to dość niefortunna przypadłość dla planszówkowego entuzjasty.

Jakkolwiek lekkiego podejścia nie mielibyśmy do wszelkiego rodzaju zasad, gwarantuję, że te zebrane w instrukcjach gier planszowych warte są przestrzegania. W końcu, ktoś na pewno dobrze je przemyślał. Zatem niezależnie od poziomu anarchistycznych aspiracji graczy, każdy z nas prędzej czy później podda się zbiorom praw i obowiązków narzuconych na nas przez reguły gry.

Prawda jest jednak taka, że nawet jeśli jesteśmy prawdziwymi wyznawcami zasad zawartych w instrukcjach, nie obędzie się bez problemów. Dlaczego? Bo zasady nie zawsze są takie jakimi je widzimy…

„No tak, to logiczne”

Ponieważ bardzo często to ja jestem osobą, która wystawia na stół nową grę, zazwyczaj muszę też wytłumaczyć wszystkim zasady. Sęk w tym, że jestem też kłamcą. Kreatywnym, przypadkowym, trochę podświadomym, nieumyślnym… ale wciąż jednak kłamcą. Nie jesteście pewni jak rozwikłać sytuację na planszy? Zaraz coś na to poradzę, w końcu to JA czytałam instrukcję. Zasada rozstrzygająca jest cudownie logiczna, pasuje do tematu, elegancko koresponduje z mechaniką całej gry. Wszystko układa się w spójną całość. Dopóki nie okaże się, że tak naprawdę psuje całą grę. Trochę dziwne – przecież tak stanowiła instrukcja… Chyba? Ups.

„Nie mówiłam o tym?”

W niektórych przypadkach, błędy w wykładni zasad jest wyłapać łatwiej, w innych trudniej. Wiele zależy od gry – od tego na ile zaawansowana jest interakcja między graczami i tego na ile intuicyjne są zasady. Duże znaczenie ma również doświadczenie naszych współgraczy i to, jak bardzo skupieni byli w czasie gdy tłumaczyłam zasady. Niezależnie jednak od tego wszystkiego, wprowadzając innych w nową grę, zdarza mi się po prostu pominąć jakąś regułę. Uwaga! „Pomijacz zasad” może zagrażać zarówno sobie, jak i osobom w jego otoczeniu. W końcu ja zasady znam, a to że nie wszystkie wypowiedziałam na głos, to zupełnie odrębna historia.

Zasada, którą pomijam może okazać się:

  • utrudniającą nam wszystkim rozgrywkę – tu prawda wychodzi na jaw, kiedy niewspółmiernie mocno przegrywam;
  • ułatwiającą nam grę – tu kończy się trochę mniej przyjemnie dla nastroju panującego przy stole, bo przyłapana zostaję na wykonywaniu akcji, o której wiem tylko ja i tylko ja wynoszę z niej korzyści.

Pieniądze szczęścia nie dają

Innym przykładem mojego zasadowego oszukaństwa są te, które popełniam w grach posiadających „wątek pieniężny”. Czasami okazuje się, że komuś idzie zadziwiająco dobrze. Zasady niby się zgadzają, pozornie wszystko przebiega zgodnie z planem, jednak jeden z graczy pławi się w podejrzanym dobrobycie, kiedy reszta z nas ledwo daje radę związać koniec z końcem. Jak w życiu… Coś tu chyba nie działa tak jak powinno, bo to niemożliwe, żeby posiadając monopol na jeden surowiec tak bardzo wybić się w punktacji… Pamiętajmy więc, moi drodzy tłumacze zasad, że nie każde drewno równe jest złotu i nie każde złoto równe jest węglowi. Kursy wymiany walut w planszówkowym świecie nie zawsze są takie same 😉

„To grajmy już tak, jak graliśmy”

Jak zatem zachować się w sytuacji, kiedy w środku rozgrywki okazuje się, że od początku gramy źle? Zakładam, że jest to rozterka spotykająca wielu przypadkowych planszówkowych anarchistów. Zaznajomiony z zasadami przechodzień ogarnia pogardliwym spojrzeniem sytuację na planszy, do której to ja doprowadziłam. Oblewa mnie zimny pot i przechodzą ciarki. On już wie! Najchętniej, oczywiście uciekłabym jak najdalej, ale moja duma chyba by tego nie zniosła… Co więc zrobić?

Moje porażki w tłumaczeniu zasad pozwoliły mi wypracować trzy podstawowe techniki radzenia sobie z tym problemem:

  • „Jak już tak gramy, to grajmy dalej” – psujemy grę, ale robimy to świadomie, może następnym razem się uda – zyskujemy powierzchowne zaznajomienie z grą i jej zasadami;
  • „Zróbmy to razem” – przed rozgrywką roześlij instrukcję do znajomych, żeby sami zapoznali się z zasadami,  zmniejszamy ryzyko przeoczenia ważnej zasady, a dodatkowo zyskujemy wymówkę „przecież wszyscy mieli wgląd w zasady”;
  • „Wszystko jest w porządku” – wypieraj się wszystkiego, idź w zaparte, a w razie niesłabnącej dociekliwości współgraczy spreparuj nową instrukcję – zyskujemy szacunek całej grupy… przynajmniej na chwilę.

Jak rozpętałam (którąś z kolei) wojnę światową

Tak naprawdę wszystko zależy od grona, w którym grywasz. Ja mam to szczęście, że zazwyczaj gram z ludźmi, którzy znają mnie wystarczająco długo i dobrze, by wiedzieć czego się po mnie spodziewać. Wszyscy są już świadomi, że przedstawiane przeze mnie zasady należy jeszcze raz sprawdzić i przeanalizować. Tym samym przestałam już wywoływać wojny. Co nie zmienia faktu, że wciąż próbuję przemycać swoje własne zasady… Taki styl, nie daję się łatwo podporządkować :).