Duże gry w małych dłoniach – część 3. – „Wejście smoka”

DGMD-3-START

Poprzedni odcinek: Duże gry w małych dłoniach – część 2. – „Przebudzenie Mocy”

W pewnym momencie pojawiły się w naszym życiu i zmieniły sposób, w jaki postrzegamy otaczający nas świat. Kochamy je. Niektórzy twierdzą, że wszystkie tak samo mocno, ale do tych pierwszych mamy chyba większą słabość i więcej im wybaczamy, a względem kolejnych jesteśmy bardziej wymagający. Ale gdy dzieje im się krzywda nie ma znaczenia od jak dawna są z nami – jesteśmy gotowi chronić je za wszelką cenę. No dobrze, tu przesadziłem – w końcu to tylko… gry.

Chyba najwyższy czas wspomnieć o mrocznej stronie wprowadzania małych dzieci w świat planszówek – ryzyku uszkodzenia komponentów gier.

 

***

Przełamując bariery

– Kochanie, to jest 51. Stan.
– Staaan.
– Oryginalne wydanie. Nie będą już takiego drukować, więc trzeba być ostrożnym. Pooglądamy żetony?
– Taaak!
– To usiądź sobie, a ja wyjmę…
[dźwięk rozdzieranego kartonu]

Pudełko – element gry, który wydaje się najmniej ciekawy z punktu widzenia planszówkowej zabawy. A jednak…

Teraz przynajmniej dostęp do elementów gry jest dużo łatwiejszy – wystarczy przesunąć pokrywkę w bok. Skraca to o cenne ułamki sekund każde rozkładanie i chowanie gry, ale jeżeli jednak agresywna oszczędność czasu nie jest palącą kwestią, to nie zostawiajcie pokrywek na podłodze. A już szczególnie wierzchem do dołu. Ktoś może chcieć sprawdzić czy zmieści się w środku.

Eviva l’arte!

– Klejki.
– Chcesz ponaklejać? To podaj książeczkę.
[10 minut później]
– Gha.
– Dobrze gra. Weźmiemy Agricolę?
– Dobzie.
[3 minuty później]
– Tata przyniesie Ci herbatkę.
– Taaak. Klejki.
– A powiedz „herbatka”.
– Elbatka. Klejki.
– Dobrze, zaraz weźmiemy klejki. Za moment będę.
[minutę później wracam z kuchni]
– Gha! Klejki!

Na pewno znacie gry, w których na dużych obszarach planszy dzieje się niewiele – bezkresne morza, niezaorane pola, wyjałowione postapokaliptyczne pustkowia. I nawet jeśli to wszystko ma uzasadnienie tematyczne, to i tak można ponarzekać, że projektanci nie dorzucili więcej ciekawych elementów graficznych tu i ówdzie. Chociaż może nie ma się czym martwić. W końcu pod ręką jest „artysta bez granic”, który chętnie się tym zajmie.

DGMD-3-2

Drobne poprawki

– Bawiliście się dziś Le Havre?
– Tak.
– A te karty do malowania to nadmiarowe?
– Co? Nie pewnie znalazła jakiś stary prototyp.
– [głos z oddali] Tatek. Tuuuuuu. Tuuuuuu.
– Mówię ci, że ona ma jakieś karty…
– [głos z oddali] Doooomek!
– … z Le Havre.

Problem z kartami nie polega na tym, że są delikatne, łatwo się niszczą i idealnie leżą w małych dłoniach. Często chodzi po prostu o to, że najważniejsze informacje napisane są zbyt małą czcionką, ikonografia jest nie do końca intuicyjna, albo kolory są zbyt mdłe. I potem wszystko trzeba poprawiać ręcznie…

DGMD-3-3

***

Tytułem który w roku 2015 odbił się największym chyba echem wśród graczy był Pandemic Legacy. Swój wielki sukces zawdzięcza dodaniu do klasycznej już kooperacyjnej planszówki, jaką w ciągu kilku lat od swojej premiery stał się Pandemic, mechaniki „legacy”. Jest to rozwiązanie, które wymusza na graczach modyfikowanie – często nieodwracalnie – komponentów gry w trakcie kolejnych sesji. Pozwala to na wzbogacenie rozgrywki o kapitalną i niepowtarzalną fabułę, która wciąga nas coraz bardziej z każdą partią. Oczywiście system „legacy” ma swoją cenę, a w przypadku Pandemica Legacy jest ona dość wysoka – ograniczona liczba możliwych sesji oraz wyższy, o około 50%, koszt zakupu w stosunku do wersji klasycznej. 

Nasza córka potrafi dodać namiastkę systemu „legacy” do absolutnie każdej gry, która wpadnie jej w ręce. I to całkowicie za darmo! Jednocześnie każda „podrasowana” planszówka jest okazją do wyznaczenia pewnych granic dotyczących tego, co wolno robić z komponentami gry, a czego nie. I za drugim lub trzecim razem to już działa. Zresztą zerknijcie jeszcze raz na przykłady powyżej – chyba można było tego uniknąć :).

Poprzedni odcinek: Duże gry w małych dłoniach – część 2. – „Przebudzenie Mocy”
Następny odcinek: Duże gry w małych dłoniach – część 4. – „Żyje się tylko dwa razy”

DGMD-3-END