„Ktoś tu ma problem”, czyli oznaki planszomanii

planszoman_fullTo, co wydaje mi się najzabawniejsze i zarazem najciekawsze przy okazji mojego odkrywania świata gier planszowych, to obserwowanie zachowań ludzi, którzy zostali wchłonięci w swoje hobby już wcześniej i to bezpowrotnie. To jak bardzo świecą im się oczy, kiedy kupują nową grę, to jak bardzo poważnie podchodzą do przyjęcia pod swe skrzydła nowicjuszy…

***

„Jadę na urlop, odbierzesz proszę moją paczkę z pracy i wrzucisz mi na biurko?”

Małe niewinne pytanie. Z natury jesteś osobą pomocną, więc nie odmawiasz. W końcu jak bardzo problematyczne może być odebranie paczki z recepcji i położenie jej na biurku kolegi? Prościzna! Trzeciego dni okazuje się, że „paczka” to tak naprawdę „paczki”… CZTERY!, a przed Tobą jeszcze dwa tygodnie odbierania nowych gier i dodatków dostarczanych przez kurierów. Niestety zaczynasz gubić rachubę, nie wiesz co miało przyjść, jakim kurierem, a na biurku zaczyna brakować miejsca. Okazuje się, że niewinna przysługa to w istocie zadanie, które wymaga od Ciebie zarządzania czasem, znajomości logistyki i układania kolejnych paczek, tak aby nie były zagrożeniem dla otoczenia. Wiesz jednak, że już niedługo zagrasz w te wszystkie tajemnicze gry, kryjące się w kartonowych pudełkach. To daje Ci siłę. 

Kurier – „my brother from another mother”

Oczywiście, wiem że to może się przytrafić każdemu. To nie jest tak, że tylko planszomani tak mają. Można przecież kupować naprawdę dużo rzeczy za pośrednictwem sklepów wysyłkowych. Jeśli jednak spotykasz kogoś, kto wie, o której godzinie można spodziewać się dostawy za pośrednictwem konkretnej firmy kurierskiej, zna się z kurierami po imieniu i przybija sobie z nimi piątki, możesz już wytaczać działa do walki z nałogiem swojego znajomego.

Mount Everest gier planszowych

„To co – gramy? Weź coś wybierz.” Okej – kolejne super niewinnie brzmiące pytanie. Wydawać by się mogło, że udało Ci się złapać Pana Boga za nogi. Oto roztacza się przed tobą morze możliwości, uda Ci się wybrać grę na ten wieczór! Uważaj! Stąpasz po cienkim lodzie… Twoja misja polega w gruncie rzeczy na zdobyciu szacunku bardziej doświadczonego gracza! Aby to osiągnąć musisz stawić czoła kilku przeciwnościom:

  • wspinaczka na szafę – w końcu gry sięgają do sufitu;
  • żonglerka pudłami – gdyby przypadkiem przyszła Ci do głowy chęć obejrzenia tego, co znajduje się „w drugim rzędzie”;
  • Jenga – jeśli nawet „przeżonglujesz” pudełka bezpiecznie, prawdopodobnie nie unikniesz urazu głowy spowodowanego uderzeniem spadającej gry – misterna konstrukcja złożona z wielu elementów została naruszona;
  • życie to sztuka wyboru – jeśli udało Ci się sprostać wyzwaniom angażującym siłę i sprawność fizyczną, teraz czas na podjęcie ostatecznej decyzji. Wybierasz grę, w którą za chwilę zagracie. [fanfary, niebiański blask]

„To może zagramy w to? Wygląda ciekawe i jeszcze nigdy w to nie grałam.” – pytasz nieśmiało.

„Nie. Wybierz coś innego…”

Nie rozmawiaj! Ja tu tłumaczę!

Jeśli jesteś „społecznym planszówkowiczem”, na pewno nie trudno jest Ci się utożsamić z sytuacją, w której moment zbliżenia się do stołu, nie sprawia, że wkraczamy w inną rzeczywistość. Wiadomo – trzeba się zorientować w tym, co się u kogo zmieniło, powymieniać się poglądami na stan rzeczywistości i poprzerzucać wszelkiej maści nowinkami. Gorzej, jeśli wśród graczy znajduje się ten,  którego misją na ten wieczór jest poprowadzenie Cię za rękę przez gąszcz zasad i zawiłości nowej gry. Ty oczywiście wszystkie wspomniane wyżej tematy poruszasz akurat w czasie tłumaczenia zasad. Planszoman na pewno zdążył zarzucić Cię wcześniej linkami do recenzji, gameplayów i innych „pomocy naukowych” oraz, już przy stole, gniewnym spojrzeniem. Wtedy właśnie, nad stołem, zaczynasz czuć, co najlepszego narobiłeś… Pozostaje Ci tylko pogodzenie się ze swoją rolą ignoranta, który (w ekstremalnych przypadkach) może już nigdy nie poznać zasad gry. Przebywającym w towarzystwie planszomanów zaleca się: słuchanie uważnie i zachłystywanie się meandrami zasad, z którymi będziemy mieli do czynienia tego wieczoru. Zazwyczaj po prostu warto.

***

Siedzicie w tym razem. Te paczki, które odbieracie, te gry, które spadają wam na głowę…To nie jest tak, że one nagle znikają. Pytanie tylko, co zrobić, kiedy w tej klęsce urodzaju nie ma w co zagrać? Schemat jest prosty. Twój planszoman na pewno znajdzie grę, którą „musi mieć”, zamówi ją i wyjedzie na urlop… Ty poczekasz na przesyłkę i przybijesz piątkę z kurierem. Któregoś wieczoru planszoman poprosi Cię o wybór gry, który i tak zaneguje, a za kilka dni będzie plotkował z innymi w czasie kiedy Ty będziesz tłumaczyć zasady… Siedzimy w tym razem. Wszyscy.